Makaron w przeróżnej postaci - to ulubieniec żeńskiej części mojej rodziny. Męska część po takim posiłku zadaje pytanie: a co na obiad? Trzeba ich po prostu nakarmić do syta, najlepiej dobrym mięsiwem :-). Ale kiedy zdarza się niespieszne, sobotnie popołudnie, gotujemy z córką makaron, kroimy suszone pomidory, oliwki, mozzarellę i obficie posypujemy wszystko świeżą bazylią. I jeśli jeszcze do tego wiosenna pogoda pozwala nam poucztować na przydomowym tarasie, to już właściwie niczego więcej nam nie trzeba.
I wiosna jest i ja... jestem. Próbuję wrócić, mam nadzieję, że mi się uda. Tak jak wiosna zawitała do mojej Pracowni, do moich rustykalnych okien za kratami :-) Po raz pierwszy otworzyłam dziś okno, wpuściłam ciepły powiew świeżego powietrza, wesołe trele ptaszków i radośnie piskliwe głosy dzieciaczków z pobliskiego przedszkola. Z jednej strony atakuje mnie wiosenne lenistwo, a z drugiej słoneczko tak bardzo pobudza do działania.