niedziela, 13 lutego 2011

Trochę wiosny

W ubiegłą sobotę obcięłam parę gałązek forsycji rosnącej przed moim domem i wstawiłam do wazonu
z wodą. Po powrocie z ferii przywitał mnie widok żółtego kwiecia. Za oknem świeciło słoneczko i słychać było wesoły śpiew ptaków.



Moje ptaszki z wiosennej kompozycji nie śpiewają, ale jakże dzielnie wyglądają wiosny :). Miseczkę
z napisem "candy" udało mi się zakupić w małym sklepiku z przedmiotami używanymi zza granicy. Czasami można tam znaleźć prawdziwe "perełki" za niewielkie pieniądze.
Ta kompozycja znajduje się na stoliku, na ganku. Z założenia w miseczce mają być słodycze dla gości,
ale jest ona skutecznie opróżniana przez moje pociechy :).
Wczoraj popełniłam kolejną karteczkę w wiosennych kolorach.



Miłej niedzieli!

sobota, 12 lutego 2011

Ferie

Moje młodsze dzieci właśnie kończą ferie, tylko najstarsza córka, ucząca się w liceum w innym województwie, dopiero je zaczyna. Szczęściara :). Ale nie ma co narzekać. W ubiegłą niedzielę, zaraz
po urodzinach chłopców, zapakowaliśmy zimowy ekwipunek i wyruszyliśmy w poszukiwaniu śniegu
w Karkonosze, a konkretnie, do Szklarskiej Poręby. Kochamy góry i ta nasza miłość nie słabnie od wielu lat. Co więcej, mam wrażenie, że z każdym wyjazdem przybiera na sile. I co najbardziej mnie cieszy, nasze dzieci dały się tą miłością skutecznie zarazić.
Pierwszego dnia wybraliśmy się do naszych południowych sąsiadów pospacerować i sprawdzić warunki na stokach. Zaraz po śniadaniu wyruszyliśmy do Harrachowa. Przywitała nas mgła. Postanowiliśmy przyjrzeć się z bliska skoczniom. Muszę przyznać, że wrażenie jest niesamowite. Ani relacje w telewizji, ani zdjęcia nie są w stanie oddać emocji, które towarzyszą, gdy staje się na wysokości progu "Mamuta".





Kiedy schodziliśmy, przez mgłę zaczęło przebijać się słoneczko.



Obejrzeliśmy jeszcze trzy mniejsze skocznie.


Kolejne dni również spędziliśmy w Harrachowie. Starsi korzystali ze stoków, świetnie przygotowanych
dla miłośników nart i snowbordu.



Młodsi mieli do dyspozycji śnieżny zamek i plac zabaw.






Mój mąż "szalał" ze starszymi pociechami na stokach, ja z młodszymi bawiłam się i spacerowałam. Pogoda z każdym dniem była fajniejsza, było coraz chłodniej, ale za to od rana świeciło słoneczko. Wieczorami chodziliśmy z naszym średnim synem na Pietkiewiczówkę, żeby mógł doskonalić swoje umiejętności.



W czwartek, korzystając z przepięknej pogody, wybraliśmy się do Jakuszyc. Tam oczywiście królują "biegówki". Śledzimy karierę Justyny Kowalczyk, postanowiliśmy spróbować i my. Była to nasza pierwsza próba w tym sporcie, ale na pewno nie ostatnia. Polecam!




I tak minęło pięć dni naszego zimowego wypoczynku. Niektórzy z nas nieco kontuzjowani, ale wypoczęci
i szczęśliwi :).


 Staramy się aktywnie spędzać czas z naszymi pociechami, pokazywać im różne formy aktywności. Co sobie wybiorą w przyszłości, to ich wola. Fajnie, żeby mogli spróbować różnych sportów i wybrać to, co sprawiać im będzie największą frajdę.





Miłego sobotniego wieczoru!

poniedziałek, 7 lutego 2011

Podwójne urodziny

W ubiegłą sobotę odbyły się w naszym domu podwójne urodziny. Starszy syn skończył 9 lat w grudniu, a najmłodszy 4 latka na początku lutego. Postanowiliśmy, że tym razem urządzimy wspólną piracką imprezkę. Poprosiliśmy naszych najmłodszych gości, żeby w miarę możliwości wdziali pirackie stroje. Goście przebrali się chętnie:) My przygotowaliśmy maski, miecze i latarki potrzebne w czasie dalszej zabawy.

Zestawy czerwone dla dziewczynek, niebieskie dla chłopców.
Na początku dzieci zajęły się kolorowaniem statków, coby każdy pirat miał swój własny. Później jubilaci zdmuchnęli świeczki na torcie, a goście odśpiewali im "Sto lat..."


Pokroiliśmy wspólnie torta, zaparzyliśmy kawę, herbatę, a dla najmłodszych piratów była specjalna piracka woda.



Kiedy piraci nieco się posilili, nadszedł czas na wyprawę. Zarzuciliśmy wierzchnie okrycia i odczytaliśmy pierwszą wskazówkę. Mieliśmy wyjść z domu i odnaleźć wigwam indiańskiego Szamana.




Szaman po krótkiej rozmowie podał nam następną wskazówkę. Odczytaliśmy ją przy blasku latarek.


Wyruszyliśmy na poszukiwanie rancza Kowboja. Od niego otrzymaliśmy kolejną podpowiedź.

Mieliśmy odnaleźć Syrenkę i z zatkanymi uszami (żeby nie zwiódł nas jej zwodniczy śpiew), zdobyć kolejną wskazówkę.
Teraz mieliśmy nasłuchiwać dźwięku dzwonka. Okazało się, że następną postacią, która miała dla nas już ostatnią wskazówkę, był Dzwoneczek. Przyjaciółka Piotrusia Pana, chłopca, który nigdy nie dorósł. Tu dodam, że film "Hook" z D.Hoffmanem, R.Williamsem i J.Roberts jest jednym z tych, które mogę oglądać wielokrotnie i wzruszac się równie mocno za każdym razem.
Byliśmy już bardzo blisko skarbu, co sprytniejsi piraci szybciutko pokojarzyli fakty i pobiegli go szukać.




Skarb odnaleziony!

Każdy z piratów odnalazl swoją imienną teczkę z kolorowankami, kredkami, koloryzującym język kisielem
i złotą, czekoladową monetą. Piraci wyglądali na zadowolonych:). Powróciliśmy do domu by spałaszować bezowe kotwice i kruche ciasteczka w kształcie łódek.




Udało nam się jeszcze wykonać grupowe pirackie zdjęcie.




Z tego miejsca dziękuję mojej szwagierce, która zajęła się utrwaleniem na fotografiach całej imprezy. Ja, jako jedna z piratów, niestety nie mogłam się tym zająć. Dziękuję!
Maski i kolorowanki dla dzieci wydrukowałam z tej strony . Polecam!

Miłego poniedziałkowego wieczoru!

środa, 2 lutego 2011

Święto

Dzisiaj kolejne w tym roku święto, już bez dnia wolnego od pracy. Choć jako żona i mama kilkorga dzieci, na dzień wolny od pracy, w najbliższym czasie, raczej liczyć nie mogę :). Ale dla mnie krzątanina domowa i czas spędzony z dziećmi to najmilsza praca :). Pewnie, że bywa różnie, mam lepsze i gorsze dni, ale jestem szczęśliwa. A o tym moim szczęściu jeszcze nie raz na blogu będzie :)



Ale wracając do święta, gromnicę w domu posiadam i muszę przyznać, zapalam nie tylko w dniu dzisiejszym, towarzyszy mi w różnych chwilach roku.
Pamiętam to święto ze swojego dzieciństwa, pamiętam związane z nim opowiadanie o Matce Bożej Gromnicznej i wilkach, pamiętam też, jak wracając z kościoła z zapaloną świecą zniszczyłam woskiem rękawiczki, czarne, skórzane, z jednym palcem... . Miałam 7, może 8 lat.
Staram się kultywować nasze polskie i chrześcijańskie tradycje i przekazywać je moim dzieciom. Zależy mi, żeby miały silne korzenie i mogły się na nich wspierać w dorosłym życiu.

Dziś też udało mi się wykonać kartkę urodzinową, zdjęcia fatalne, nie miałam czasu nad nimi popracować, bo karteczka szybko powędrowała do adresata.



Miłego świątecznego wieczoru!